Ausdruck - Mroczne skutki uboczne
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (2)
i spocznę na skwerze w bajecznym plenerze.
Krajowe, smaczne wino półroczne
napocznę i może w końcu odpocznę?
Intensywny aromat przegniłej jabłoni
wszelkie me troski z pewnością przegoni.
Dotarłem za miasto na górskim rowerze.
Spocząłem na skwerze, w bajecznym plenerze.
Krajowe, mroczne wino półroczne
potoczne zrodziło skutki uboczne.
Intensywny aromat przegniłej jabłoni
zawartość żołądka na pewno wyzwolił.
Leżę na skwerze, i znowuż mnie bierze,
za chwilę przymierzę pozycję w parterze.
Ponownie w eterze żołądka odgłosy,
splamiony kwiatuszek, grządka i kłosy.
Intensywne kolory tej bajecznej flory,
wzbogacone są teraz w z żołądka walory.
Zrobiłem trzy pompki i kilka przysiadów,
by biorytm przywrócić do ładu i składu.
Łudziłem się głupio, że nie ma już śladu
lecz w gardle aromat osadu z obiadu.
Pawim ruchem wyrzucę czego żołądek nie strawi
Uczucie déjà vu ponownie mnie dławi.
Przyjechał na skwerek na swoim skuterze.
ja leżę na skwerze, jak zranione zwierzę.
W atmosferze unosi się swąd mych wysiłków,
a obok, na skwerze recykling posiłku.
Intensywny aromat przegniłej jabłoni,
niejeden by przy nim obiad wyzwolił.
Pan na skuterku w niebieskim sweterku
mnie dokądś zabierze na swoim skuterze.
Wierzę, że teraz na pewno wypocznę
i mroczne przeminą skutki uboczne.
Intensywny aromat na izbie jest mocny,
nie ja jeden miałem ten wieczór owocny.
Pojada sie na wiocha na górskim kole.
zicna na anglagach, otworza jabole.
Podziwioł byda gryfne pejzaże
i dychna sie pryndzy jak w barze.
Łokropno woń jabłek przegnitych
sposobym na troski jes wyśmienitym.
Przyjechołch na wiocha na górskim kole.
Zicnołch na anlagach, otworzołch jabole.
Miołżech sie dychnońć, radosny fest bołech,
lecz skiż tych jabolów sie porzigołech.
Łokropno woń jabłek przegnitych
wyzwoloł z żołondka pierońskie zgrzity.
Leża na anglagach, i dotarło do mie
że zaś mie za chwila na zot połomie.
I zaś we lufcie czuć woń moich rzigów
łobrzigołech kwiotki - kilkanoście figów.
I teroz kolory tego pejzażu
Wyglądajom gorzi jak we garażu.
Zrobiołch trzi pomki i przysiadów pora,
chciołch dolyź do siebie tamtego wieczora.
Myślołech naiwnie, że smród rzigów zniknie,
lecz czuja, że zaroz coś jeszcze wyniknie.
Wyrzigom sie jeszcze, bo coś mi zalego,
lecz niy pozbynda sie bólu srogiego.
Przijechoł na anglagi na swoim mopliku,
a mie z pyska jedzie jak z czornych szczywików.
we fufcie unosi się w pierony smrodu,
a kole mie leżom resztki z łobiodu.
Łokropno woń jabłek przegnitych
niy ino jo jedyn mioł z kuli nich zgrzity.
Chop na mopliku, na tych anglagach,
na moje rzigi zwrócioł uwaga.
Myśla, ze teroz sie dychna z pewnościom
bo na izbie dowajom łóżka swym gościom
Pierońsko cuchnie i pierońsko brudno,
chyba niy dychna dzisiej, no trudno...